Blogger fałszywie oskarża mnie o naruszenie praw autorskich do linku zwrotnego – co zrobiłem

Opublikowany: 2019-01-22

Folder plików z fałszywymi oskarżeniami

Byłem odbiorcą kiepskiego schematu budowania linków, który moim zdaniem uderza w nowy dołek. Polega na budowaniu linków w stylu wymuszenia.

Po raz pierwszy słyszę lub jestem odbiorcą tej taktyki. Najwyraźniej istnieje już od jakiegoś czasu (patrz cytat z UNNAMED SEO DUDE poniżej).

Niedawno bloger w jednej z moich nisz wysłał mi e-mail z tematem „Naruszenie praw autorskich do zdjęć” .

W e-mailu, po tym, jak twierdzi, że ją oszukałem, mówi: „Cieszę się, że z niego korzystasz, ale czy możesz podać link do mojej strony z kredytem fotograficznym” .

Sprawdziłem, do którego obrazu się odnosi (podała bezpośredni adres URL).

Okazuje się, że licencjonowałem ten obraz przez Shutterstock. Mam dowód.

Istota schematu

Istota tego schematu polega na tym, że bloger tworzący link zakłada, że ​​inni blogerzy nie będą pamiętać, gdzie uzyskali obrazy i ze strachu natychmiast utworzy kredyt linku do zdjęcia, aby uniknąć jakichkolwiek problemów.

Problem pojawia się w tym, że można racjonalnie wywnioskować z wiadomości e-mail z groźbą, że jeśli odbiorca nie utworzy linku, poniesie dalsze konsekwencje prawne, takie jak otrzymanie listu z żądaniem odszkodowania za naruszenie lub, co gorsza, zostanie pozwany za naruszenie praw autorskich naruszenie.

Bloger, który zaatakował mnie, prawdopodobnie uzyskuje bardzo wysoki wskaźnik sukcesu linków przychodzących, korzystając z tej taktyki siania strachu.

To coś innego niż żądanie linków do źródła obrazu, jeśli posiadasz prawa autorskie

To nie to samo, co wtedy, gdy faktycznie posiadasz prawa autorskie do obrazu i prosisz innych blogerów o podanie linku źródłowego, gdy używają Twojego obrazu. To jest legalna metoda budowania linków.

To jest inne. To bloger, który świadomie NIE posiada praw autorskich, ale liczy na to, że inni wydawcy stron internetowych nie będą w stanie przypomnieć sobie, skąd wzięli obraz i dlatego w obawie przed otrzymaniem listu od prawnika umieść link.

Chociaż mechanika budowania linków jest taka sama, podstawowa metoda jest znacznie inna. Jedna jest legalna, a druga nieetyczna i potencjalnie przestępcza.

Początkowo zamierzałem wysłać tę małą sagę do czytelników e-maili. Jednak po wysłaniu e-maila czytelnik wysłał mi kilka interesujących informacji na temat tego schematu budowania linków.

Schemat ten został zaprezentowany na konferencji SEO pod koniec 2018 roku

Jeden z czytelników, który pozostanie anonimowy, odpowiedział na moją wersję e-mailową tego posta na blogu, informując mnie, co następuje (nie ujawniam nikogo w tym poście na blogu, ponieważ jest to bezcelowe, więc wszystkie szczegóły zostały zredagowane i zastąpione fragmentami WIELKIMI LITERAMI ):

Jon, ta taktyka została omówiona przez UNNAMED SEO DUDE na konferencji UNNAMED SEO w zeszłym X miesiącu. UNNAMED SEO DUDE powiedział, że posunął się nawet do zbudowania szybkiej (fałszywej) strony internetowej firmy prawniczej i umieszczenia linku do niej w swoich wyłudzających wiadomościach e-mail.

Na sali było 500-600 SEO , więc podejrzewam, że nie jest to już taktyka „niszowa”…

Tak trzymaj, jak zawsze, niesamowitą zawartość.

Okazuje się, że ta metoda wymuszenia SEO jest nauczana masowo. Omawiana konferencja SEO odbyła się pod koniec 2018 roku.

Ten sam czytnik e-mail fatstacksblog.com uzupełnił powyższy e-mail:

Dla potwierdzenia: wszyscy, z którymi osobiście rozmawiałem po prezentacji UNNAMED SEO DUDE, byli nią zszokowani (i zniesmaczeni). Jedna osoba powiedziała mi, że był zły, że jego VA (którym poleciał na imprezę) byli narażeni na tego rodzaju taktykę.

Ponieważ mam licencję na ten obraz od Shutterstock, nie ma szans, żebym do niej łączył. Właściwie będę się dobrze bawił w tej sytuacji. Zajmuję się wyłącznie SEO, ale nie doceniam bycia celem wymuszenia.

Jak na ironię, linki utworzone za pomocą tej taktyki są białym kapeluszem w oczach Google, ponieważ linki źródłowe są dopuszczalne; w rzeczywistości są to rodzaje linków, które Google zachęca.

Oczywiście, jeśli Google dowie się, w jaki sposób uzyskano linki źródłowe, nie mieliby tego, co wyraźnie stanowiłoby naruszenie ich TOS… ale na pozór są to legalne linki.

Oto, co z tym zrobiłem

Krok 1: Odpowiedz na pierwszy e-mail z prośbą o weryfikację

Moim pierwszym krokiem było ustalenie, czy jest ona właścicielem praw autorskich do danego obrazu. Nie zamierzałem tego eskalować, dopóki nie będę wiedział w ten czy inny sposób. Oto moja odpowiedź na jej wiadomość e-mail „Naruszenie praw autorskich do obrazów” .

Dzięki za kontakt.

Czy możesz potwierdzić, że jesteś właścicielem praw autorskich, podając mi następujące informacje:

  • dane EXIF ​​​​dla zdjęcia (oryginał będzie zawierał te dane);
  • Oryginalna cyfrowa wersja zdjęcia, abym mógł zweryfikować dane EXIF;
  • Data, godzina i miejsce wykonania zdjęcia;
  • Marka i model aparatu
  • Imię i nazwisko fotografa

Dzięki wielkie. Dostaję wiele osób, które roszczą sobie prawa autorskie, podczas gdy w rzeczywistości nie mają praw autorskich, więc staram się o weryfikację.

Nie otrzymałem od niej odpowiedzi.

Krok 2: Metoda nauczana na konferencji SEO pod koniec 2018 r.

Postanowiłem zapytać DUDE'a SEO, który zaprezentował tę metodę na UNNAMED SEO CONFERENCE, aby dowiedzieć się więcej na jej temat. Skontaktowałem się z nim za pośrednictwem jego formularza strony internetowej usług SEO. Oto moje zapytanie kontaktowe:

Cześć NIENAZWANY KOLOŚ SEO,

Niedawno pewna blogerka twierdziła, że ​​naruszyłam jej prawa autorskie w odniesieniu do obrazu, który publikuję na swojej stronie internetowej.

Jest to obraz, na który mam licencję ze strony z fotografiami, więc o ile wiem , nie naruszyłem praw autorskich.

Poprosiłem ją o zweryfikowanie roszczenia dotyczącego praw autorskich. Nic od niej nie słyszałem.

Uważam, że jest to metoda budowania linków w stylu wymuszenia. Początkowo sądziłem, że to tylko ona wymyśliła ten pomysł.

Myślałem, że to jest coś, o czym powinni wiedzieć moi czytelnicy. Wysłałem im e-maila na temat bycia na celowniku tą taktyką.

Jeden z czytelników odpowiedział i powiedział mi, że uczyłeś tej metody na KONFERENCJI UNNAMED SEO.

Czy możesz potwierdzić lub zaprzeczyć, że prezentowałeś tę metodę na w/w konferencji? Czy stosujesz tę metodę w swoich praktykach SEO?

Badam zastosowanie tej taktyki i jestem w trakcie pisania na ten temat wpisu na blogu.

Czekam na kontakt z Państwem.

Jon

UNNAMED SEO DUDE był na tyle uprzejmy, że odpowiedział. Oto jego odpowiedź:

Jest to dobrze znana taktyka, z której korzystali ludzie, a nie ta, którą ja osobiście stosuję, ale była używana przez wiele lat w celu uzyskania linków. Nauczanie metody lub opowiadanie ludziom o sztuczkach, które robi SEO, to dwie bardzo różne rzeczy.

Nie wykonuję pracy z klientem, więc nie muszę uciekać się do takich taktyk, ale oczywiście w świecie SEO są tego typu sztuczki, które się stosuje i tysiące innych…

Ale robię to, aby ludzie byli świadomi tych rzeczy, aby mogli uniknąć tego, co im się przydarzyło, zamiast używać tego rodzaju taktyki, ponieważ istnieje mnóstwo sposobów na uzyskanie linków zamiast uciekania się do tego rodzaju taktyk, ale zależy to Jeśli chodzi o publiczność , o której mówię, UNNAMED SEO CONFERENCE jest dla zaawansowanych odbiorców i właśnie o takich rzeczach ludzie chcą wiedzieć.

Rozumiem, że chodzi o uświadamianie „ludziom tych rzeczy”, ale wydaje się, że przynajmniej jedna, a może nawet kilka osób z publiczności, uznało, że tego typu taktyka SEO jest dobrym pomysłem. W końcu ludzie przychodzą na te konferencje nie po to, by dowiedzieć się, na co uważać, ale co zrobić, aby uzyskać lepsze rankingi.

Krok 3: E-mail uzupełniający

24 godziny po wysłaniu mojej odpowiedzi na pierwszą wiadomość e-mail „Naruszenie praw autorskich do obrazu” wysłałem do blogera e-mail uzupełniający. Mój e-mail wyglądał następująco:

Cześć,

Nadal nie potwierdziłeś, że jesteś właścicielem praw autorskich do obrazu, którego Twoim zdaniem użyłem nielegalnie.

Czy to oznacza, że ​​nie posiadasz praw autorskich? Rozumiem, że nie wysłałeś dowodu, że nie posiadasz praw autorskich.

W rzeczywistości kupiłem licencję na obraz za pośrednictwem Shutterstock. Jest to udokumentowane na moim koncie Shutterstock.

Możliwe jednak, że ktoś ukradł Twój obraz i przesłał go jako własny do Shutterstock. Jeśli tak jest, oczywiście omówię tę sprawę z Shutterstock.

Jeśli nie posiadasz praw autorskich do obrazu, o którym mowa, to szkoda, że ​​pomyślałeś, że konieczne jest świadome postawienie fałszywego zarzutu nielegalnego postępowania przeciwko mnie, jednocześnie żądając, abym dał ci coś w zamian.

Czekam na odpowiedź.

Jon

Nadal nie otrzymałem odpowiedzi. Zdecydowałem się kontynuować, biorąc pod uwagę powagę sprawy. Chciałbym wiedzieć, na czym stoję. Oto mój trzeci e-mail:

Cześć,

Czekam na twoją odpowiedź.

Postawiłeś przeciwko mnie poważny zarzut prawny.

Tak poważne, że w tym tygodniu konsultuję się z moim prawnikiem w tej sprawie, aby omówić moje opcje obrony twojego zarzutu i przedyskutować, jak ta sprawa powinna przebiegać za pośrednictwem legalnych kanałów w Kanadzie i/lub NIENAZWANYM KRAJU.

Jon

To nie była zawoalowana groźba. Skonsultowałem się z obrońcą w sprawach karnych 22 stycznia 2019 r., aby omówić tę sprawę. Chociaż nie obawiam się już żadnych wykroczeń z mojej strony, jestem ciekaw, co dokładnie ten rodzaj zarzutów stanowi w prawie, jeśli w ogóle.

Krok 4: Konsultacje z prawnikiem

Około 2 dni po pierwszym e-mailu skonsultowałem się z obrońcą w sprawach karnych. Celem było zbadanie, czy ten rodzaj schematu linków jest w rzeczywistości wymuszeniem, czy tylko nieetycznym zachowaniem. Nie chodziło o omawianie praw autorskich.

Prawnik powiedział mi, że ten program MOŻE kwalifikować się jako wymuszenie, ale niekoniecznie.

Krótko mówiąc, bloger świadomie postawił fałszywy zarzut, żądając czegoś w zamian. Nie określiła, co by zrobiła, gdybym się z nią nie połączył. Jednak w temacie wiadomości e-mail napisano „Naruszenie praw autorskich do zdjęć”, co jest poważne. Odbiorca rozsądnie wywnioskuje, że niespełnienie żądania może skutkować konsekwencjami prawnymi. Jednak wnioski są przedmiotem debaty i dlatego to, czy ten schemat budowania linków jest wymuszeniem, jest w powietrzu.

Inną kwestią jest to, czy bloger „świadomie” postawił zarzut. Moim zdaniem wiedziała, że ​​nie posiada praw autorskich. Wydaje mi się, że fotografowie wiedzą, czy zrobili zdjęcie, czy nie.

To powiedziawszy, zawsze istnieje możliwość, że jej zdjęcie zostało skradzione i przesłane do Shutterstock. To jest realna możliwość. Podejrzewam jednak, że jest mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że nie odpowiedziała na wiele moich e-maili.

Krok 5: Opublikuj ten post i nazwij go dniem

Zrobiłem wszystko, co mogłem w tym momencie zrobić, dopóki nie otrzymam odpowiedzi od blogera, który twierdził, że naruszyłem prawa autorskie. Jeśli otrzymam odpowiedź i ta saga będzie trwać dalej, zaktualizuję ten post.

Nie mam zamiaru nikogo tu wystawiać . Dlatego zachowałem anonimowość wszystkich nazw i adresów URL.

Moją intencją w tym poście jest upublicznienie tego schematu budowania linków, aby inni niszowi blogerzy nie dali się na niego nabrać. Może to zniechęci SEO do tego (myślenie życzeniowe z mojej strony).

Gdybym nie był w stanie udowodnić, że kupiłem licencję na obraz, najprawdopodobniej spełniłbym jej prośbę i zamieścił link do jej witryny.

Ta taktyka mnie rozzłościła. Naruszenie praw autorskich to poważna sprawa. Podobnie, świadome stawianie fałszywych zarzutów o naruszenie praw autorskich to poważna sprawa.

Moją pierwszą reakcją było przejście do ofensywy i skontaktowanie się ze wszystkimi witrynami, które zawierają do niej linki, i wyjaśnienie, co robi, a następnie skontaktowanie się z Google w sprawie jej praktyk budowania linków.

Chociaż jej taktyka nękania jest nie do przyjęcia, mam nadzieję, że ten post na blogu przybliży ten schemat, oszczędzając innym niszowym blogerom, którzy są na celowniku. Zostawię to na tym poście.

Nie widzę żadnych korzyści w ofensywie i próbie wyrządzenia jej krzywdy. Zwróciłem uwagę w moich e-mailach do niej i tutaj.

Po raz kolejny fajnie było założyć czapkę prawnika i wskoczyć do legalnego bagna, broniąc się przed fałszywymi zarzutami.

Powtarzam , bo już poradziłem sobie z groźbą pozwania za umieszczenie filmu na YouTube.

Co powinieneś zrobić, jeśli otrzymasz taki e-mail?

Jeśli nie jesteś właścicielem praw autorskich, a osoba kontaktująca się z Tobą, zrób to, o co Cię poprosi. W zależności od sytuacji konieczne może być skonsultowanie się z prawnikiem. Dlatego ważne jest, aby śledzić źródła obrazów i, co ważniejsze, upewnić się, że masz licencję lub pozwolenie na używanie obrazów (i innych mediów).

Jeśli masz pewność, że nie są właścicielami praw autorskich i próbujesz pobrać od Ciebie link, nadal musisz zachować ostrożność. Prawnik, z którym się konsultowałem, powiedział mi, że w takich sytuacjach należy uważać, aby nie przesadzić, odpowiadając lub publicznie opisywać sytuację (np. publikując ten wpis na blogu).

Moim początkowym planem było przejście do ofensywy, rzucając różne groźby „odwetu” na blogera zarzucającego naruszenie praw autorskich. Po tym, jak przez jeden dzień pozwoliłem, aby sprawa przenikała ze mną i skonsultowałem się z prawnikiem, uspokoiłem się i odpowiedziałem bardziej wyważoną odpowiedzią. Nie chcę stawiać fałszywych oskarżeń ani nikogo zniesławiać.

Innym powodem bardziej wyważonej odpowiedzi jest to, że osoba zna Twoją witrynę. Jeśli zareagujesz agresywnie, nie wiadomo, co mogą zrobić. Mogą wyzwolić negatywne SEO w Twojej witrynie. Mogą przeczesywać Twoją witrynę w poszukiwaniu potencjalnych naruszeń praw autorskich lub innych problemów. Mogą włamać się do Twojej witryny. Chociaż jestem ostrożny w uzyskiwaniu licencji i pozwoleń na wszystkie używane przeze mnie media, możliwe, że ja lub VA popełniliśmy błędy. Zdarza się.

Jeśli chcesz rzucić ostrożność na wiatr i chcesz uwolnić swoją furię i iść za nimi, najpierw skonsultuj się z prawnikiem, aby upewnić się, że masz solidne podstawy do tego, co chcesz zrobić. Ostatnią rzeczą, którą chcesz zrobić, to samemu stwarzać problemy prawne.

Co do unikania tego w pierwszej kolejności, nie możesz. Nie możemy kontrolować tego, co robią inni blogerzy i SEO. Możemy tylko bronić i odpowiadać. Najlepszą obroną jest upewnienie się, że masz prawo na podstawie licencji, własności i/lub pozwolenia na korzystanie z multimediów znajdujących się w Twojej witrynie.